Jak wszedłeś do swojego zawodu?
Jestem historycznym kujonem i molem książkowym. Jako dziecko miałem obsesję na punkcie dynastii Habsburgów - pożyczyłem wszystkie książki z biblioteki i przeczytałem każdy kawałek, który mogłem znaleźć.
W „ciemnych” latach dziewięćdziesiątych jedyną dostępną mi rzeczą (bez internetu) była encyklopedia. Przejrzałem strony i przeczytałem daty i fakty, czując, że wszystko o świecie, historie o sławnych ludziach, kulturze, było dla mnie dostępne w moim salonie. Miałem obsesję i zacząłem kochać historię - chciałem zrozumieć przeszłość i teraźniejszość, nie wiedząc, co będzie możliwe dopiero dziesięć lat później dzięki sieci World Wide Web.
Aby być „bliżej” faktów i historii, zacząłem studiować archiwa i informatykę w Marburgu, aby dowiedzieć się, jak czytać stare rękopisy i zrozumieć, w jaki sposób przechowywane są pliki i informacje oraz jak uzyskać do nich dostęp i je ustrukturyzować. Następnie pracowałem w Niemieckim Archiwum Federalnym i byłem odpowiedzialny za dokumenty w Departamencie Archiwów Wojskowych, a zwłaszcza za II wojnę światową. Pomagałem użytkownikom w śledztwie w sprawie zbrodni narodowosocjalistycznych.
Archiwum nie mogło ugasić mojego pragnienia wiedzy, a moja ciekawość przywiodła mnie z powrotem na uniwersytet, gdzie zrobiłem doktorat z Wojskowej Historii Kultury i Antropologii Kulturowej. Odwiedziłem archiwa na dwóch kontynentach (Europa, Rosja i USA) i wciąż poszukiwałem więcej danych i wiedzy.
Moje doświadczenie w dziedzinie II wojny światowej i nauki archiwalnej było ponownie poszukiwane, gdy byłem odpowiedzialny za projekt skanowania w GHI w Moskwie i projekt w Archives Nationals w Luksemburgu.
Nad czym obecnie pracujesz?
Od 2018 roku jestem na Uniwersytecie Luksemburskim w Luksemburskim Centrum Historii Współczesnej i Cyfrowej i po raz kolejny mogę połączyć moje obszary wiedzy - zarządzanie informacjami / danymi oraz II wojna światowa / historia wojskowa.
W ramach projektu WARLUX badam doświadczenia wojenne luksemburskiego pokolenia w czasie wojny. Koordynuję zbiór dokumentów ego (pamiętników, listów, pamiętników) za pośrednictwem kampanii crowdsourcingowej i prowadzę digitalizację i kuratorstwo dokumentów. Obecnie rozpoczynamy proces HTR, aby listy wojenne były odczytywane maszynowo i przygotowywały je do obszerniejszej analizy tekstowej.
Po procesie indeksowania i HTR musimy już myśleć o trwałości i dostępności kolekcji. W ramach kampanii crowdsourcingowej stworzyliśmy unikalną kolekcję historii wojennych Luksemburczyków. Jesteśmy instytucją badawczą, więc nie jesteśmy archiwum - mamy oczywiście repozytorium danych badawczych, ale nie jest ono przeznaczone do publicznego dostępu. Musimy znaleźć rozwiązanie, które sprawi, że cyfrowa kolekcja będzie dostępna.
Jakie są niektóre z wyzwań w Twojej roli? Jakie są Twoje ulubione elementy?
Istnieją pewne praktyczne wyzwania w pracy, którą podejmujemy. Po digitalizacji dokumentów, zwłaszcza listów wojennych, która była stosunkowo szybka, zaczęła się trudna część: indeksowanie i kuratorowanie listów. Otrzymaliśmy ponad 5000 listów; dokumenty były ustrukturyzowane zgodnie z pochodzeniem, ale w ramach indywidualnej kolekcji nie mogliśmy zbytnio zagłębić się w inwentaryzację ze względu na czas i personel. W przypadku niektórych kolekcji musieliśmy przygotować analizę, indeksując każdą literę (nadawcę, odbiorcę, miejsce, datę, słowa kluczowe, krótką treść), co zajmuje dużo czasu.
Ponadto rozpoczęliśmy proces HTR z Transkribus. Niektóre pisma ręczne mogą być obsługiwane bardzo dobrze z oprogramowaniem, dla innych są trudniejsze, na przykład wielojęzyczne sekcje tekstowe. Luksemburski model językowy jeszcze nie istnieje - mamy nadzieję, że to się zmieni we współpracy z Wydziałem Lingwistyki Komputerowej na uniwersytecie.
Moją ulubioną częścią tego procesu jest interakcja z rodzinami i darczyńcami. Proces crowdsourcingu był bardzo interaktywny, a uczestnictwo można postrzegać jako dodatkowy zasób. Na przykład otrzymaliśmy wiele albumów fotograficznych, w których nie wiedzieliśmy, kto jest kim - syn lub córka danej osoby może wyjaśnić kontekst, a nawet opowiedzieć nam historie o rodzinie. Po drugie, aspekt cyfrowego dziedzictwa jest fascynujący w mojej pracy. Po procesie HTR możemy wizualizować i „mapować” biograficzne historie ludzi, aby zobaczyć litery i pojedyncze historie w innym świetle.
Jaka była Pana motywacja do wstąpienia do Rady Członków?
Znałem Europeanę już od lat pracy w sektorze kultury - ale projekt 1914/1918 i kampania crowdsourcingowa zrobiły na mnie wrażenie - i pomyślałem: „WOW, ja też chcę to zrobić!”
To, co przykuło moją uwagę, to partycypacyjny aspekt pracy ze społeczeństwem. Europeana pokazała mi, że jest stworzona nie tylko dla profesjonalistów, ale także dla ciebie i mnie oraz wszystkich w Europie i na świecie, aby dzielić się dziedzictwem kulturowym, wymieniać się nim, chronić je i czerpać z niego korzyści.
Co zamierza Pan zrobić jako członek Rady?
Jako członek Rady chciałbym połączyć naukę z dziedzictwem kulturowym, angażując się we współpracę ze studentami uniwersyteckimi i badaczami ze zbiorami Europeany oraz doradzając instytucjom dziedzictwa kulturowego, w jaki sposób mogą udoskonalić swoje katalogi na potrzeby badań.
Ponadto chciałbym połączyć sieć Europeana z kolegami z Ukrainy, aby wspierać zachowanie ukraińskiego dziedzictwa kulturowego online, oferować szkolenia lub dzielić się wiedzą fachową.
