Dekolonizacja w dziedzictwie kulturowym jest często omawiana za pomocą języka zwrotu, reprezentacji i naprawy. Ale głębsza praca często zdarza się w mniej widocznych miejscach: w systemach katalogowania, opisach archiwalnych, polach metadanych, wynikach wyszukiwania i nawykach instytucjonalnych, które decydują o tym, które historie są łatwe do pobrania, a które pozostają zakopane.
Po pozytywnym odbiorze poprzedniego webinarium, Decolonising Museum Practices: W ramach dialogu między Brazylią a Europą, Europeana Network Association Communicators Community kontynuowała rozmowę z dekolonizującymi praktykami muzealnymi: Kolekcje, interpretacja i niewidzialność. Ta druga dyskusja przeniosła się do tego, co można nazwać maszynownią dziedzictwa: Mechanika pamięci.
W swoich uwagach wstępnych sformułowałem sesję jako przestrzeń do uczenia się i unlearningu: chwila przyjrzenia się nie tylko temu, co zachowują muzea, archiwa i instytucje dziedzictwa kulturowego, ale także temu, w jaki sposób historie są rejestrowane, opisywane, odzyskiwane, interpretowane, a czasem pomijane.
Dyskusja wyraźnie pokazała, że dekolonizacji nie można sprowadzać do dodawania brakujących nazw lub korygowania przestarzałej terminologii. Zwraca się do nas o ponowne przemyślenie trzech powiązanych ze sobą obszarów: w jaki sposób instytucje rozumieją pamięć, w jaki sposób metadane wzmacniają władzę i w jaki sposób społeczności mogą kształtować interpretację własnego dziedzictwa bez konieczności wyciągania go z niego po raz kolejny.
Pamięć nie jest nieruchoma
Muzea często pracują z pamięcią, jakby była stabilna: coś, co można zebrać, oznakować, przechowywać i wyświetlać. Pamięć nie jest zapieczętowanym pudełkiem. Porusza się.
Uczony i artysta Kwame Boafo zaprosił nas do myślenia o pamięci jako ucieleśnionej, emocjonalnej i aktywnej. Nie jest to po prostu wspomnienie przeszłości, ale sposób życia z nią. Ma to znaczenie, ponieważ wiele form wiedzy nie wchodzi do historii poprzez pisanie. Są one prowadzone przez rytuał, występ, taniec, tradycję ustną, gest, jedzenie, zapach i dotyk.
Jeśli instytucje uprzywilejowują tylko pisemną dokumentację, ryzykują pomylenie jednej formy pamięci z samą pamięcią. Archiwum staje się wąskimi drzwiami. To, co nie może przez nie przejść, jest traktowane jako drugorzędne, nieformalne lub niewidzialne.
Podejście dekolonialne wymaga od instytucji poszerzenia tych drzwi. Oznacza to uznanie, że praktyki wspólnotowe to nie tylko „dane”, które należy gromadzić i tłumaczyć na język instytucjonalny. Są to systemy wiedzy same w sobie.
Metadane nie są szczegółami technicznymi
Metadane mogą wyglądać neutralnie, ponieważ są ustrukturyzowane. Pojawia się w polach, standardach i słownikach kontrolowanych. Ale każdy rekord katalogowy zawiera decyzje: co jest uwzględnione, co jest pominięte, co jest traktowane priorytetowo i czyja władza jest przejmowana.
Archeolog i kurator muzeum Peter Jegede przypomniał nam, że wiele zapisów muzealnych powstałych w okresach kolonialnych odzwierciedla priorytety kolonialnych administracji, misjonarzy, kolekcjonerów i muzeów. Często skupiają się na kolekcjonerach, datach pozyskania, materiałach i klasyfikacjach, przy jednoczesnym zwróceniu znacznie mniejszej uwagi na społeczności źródłowe, lokalne historie i wiedzę rdzenną.
W przeszłości władza ta była często zawarta w katalogach instytucjonalnych lub etykietach wystawienniczych. Dziś podróżuje znacznie dalej. Metadane zasilają zbiory cyfrowe, wyszukiwarki, wspólne przestrzenie danych i systemy sztucznej inteligencji. Jeżeli niekompletne lub stronnicze zapisy są po prostu digitalizowane, ich pominięcia nie znikają. Skalizują się.
Dlatego poprawa metadanych nie jest tylko działaniem technicznym. Jest to sposób na uczynienie wiedzy dokładniejszą, bardziej reprezentatywną i bardziej odpowiedzialną. Pytanie nie jest już tylko: Jak opisać ten obiekt? Jest to również: Jakie światy sprawiają, że nasze opisy są możliwe do przeszukiwania i jakie światy wymazują?
Restytucja to coś więcej niż zwrot
Dyskusja skomplikowała również ideę restytucji. Fizyczny powrót ma głębokie znaczenie, ale zwrot nie może się zakończyć, gdy przedmiot przekroczy granicę.
Dla społeczności przedmioty mogą mieć znaczenie kulturowe, duchowe i rytualne. Mogą być połączone z pamięcią, tożsamością i godnością w sposób, którego nie przechwytują zapisy instytucjonalne. Jeśli obiekt powraca bez wiedzy, bez dialogu lub bez ponownego połączenia ze społecznością, z której pochodzi, proces pozostaje niekompletny.
Cyfrowa restytucja dodaje kolejną warstwę. Kopie cyfrowe, dostęp online i udostępnione rekordy mogą wspierać ponowne połączenie, ale nie mogą zastąpić pracy nad budowaniem relacji. Sam dostęp to nie to samo, co naprawa.
Restytucja w tym sensie nie jest pojedynczym aktem. Obejmuje ona powrót, repatriację, zadośćuczynienie, pamięć i odbudowę relacji między wspólnotami, przedmiotami i instytucjami. Wymaga to od muzeów wyjścia poza własność i rozpoczęcia myślenia w kategoriach odpowiedzialności.
Zgoda musi być negocjowana
Jedną z mocnych stron rozmowy było to, że zaangażowanie społeczności nie może być traktowane jako pole do zaznaczenia. Zgoda nie jest czymś uzyskanym raz i przechowywanym na zawsze w pliku projektu.
Społeczności się zmieniają. Narracje się zmieniają. Ludzie w społecznościach mogą się nie zgadzać, a władza nie jest równomiernie rozłożona w nich. Oznacza to, że prace związane z dziedzictwem uczestniczącym muszą pozostać otwarte, refleksyjne i wzajemne.
Kwame Boafo podkreślił, że społeczności powinny być zaangażowane od samego początku i przez cały proces: od gromadzenia wiedzy po przetwarzanie, tłumaczenie ustne i rozpowszechnianie cyfrowe. Co więcej, instytucje powinny inwestować w szkolenie członków społeczności w zakresie samodzielnego korzystania z narzędzi cyfrowych, aby mogli dokumentować i dzielić się własną rzeczywistością na własnych warunkach.
Jest to wolniejsze, droższe i mniej wygodne niż badania wydobywcze. Właśnie dlatego ma to znaczenie.
Prawo do nieprzezroczystości
Na koniec webinarium poruszono kluczową kwestię etyczną: Nie wszystko musi być ujawnione. Pewna wiedza jest święta. Pewna wiedza należy tylko do pewnych osób lub pewnych kontekstów. Niektóre milczenia nie są lukami czekającymi na wypełnienie przez kuratorów, badaczy lub systemy sztucznej inteligencji. To są granice.
Idea nieprzezroczystości pomaga nam oprzeć się założeniu, że całe dziedzictwo musi być widoczne, wytłumaczalne i możliwe do przeszukiwania. W niektórych przypadkach szacunek dla społeczności oznacza uznanie, że samo milczenie może być formą wiedzy.
Może to być jedna z najtrudniejszych lekcji dla dziedzictwa cyfrowego. Jesteśmy przeszkoleni, aby zwiększyć dostęp, wzbogacić rekordy i sprawić, że kolekcje będą możliwe do odkrycia. Ale etyczne zarządzanie wymaga również powściągliwości. Praca nie zawsze polega na wyeksponowaniu tego, co niewidzialne. Czasami chodzi o to, aby zrozumieć, dlaczego coś powinno pozostać chronione.
Informacje o wydarzeniu
Ten artykuł opiera się na spostrzeżeniach udostępnionych podczas webinaru Decolonising Museum Practices: Kolekcje, Interpretacja i Niewidzialne, organizowane przez Europeana Network Association Communicators Community w ramach serii Decolonising Museum Practices.
Głos zabrali:
- Kwame Boafo: Uczony i artysta z Akry w Ghanie, badający, jak krzyżują się rytuały, religia, ucieleśniona wiedza i afrykańska ekspresja kulturowa.
- Peter Jegede: Nigeryjski archeolog i kurator muzeów pracujący nad wystawami, badaniami nad dziedzictwem, badaniami pochodzenia i zaangażowaniem społeczności.
- Maria Kaggali: Moderator, kierownik ds. komunikacji w The Heritage Management Organization.
Możesz obejrzeć nagranie wydarzenia na YouTube:
Zaangażuj się
Aby kontynuować rozmowę i być pierwszym, który usłyszy o większej liczbie takich wydarzeń, zapraszamy do przyłączenia się do stowarzyszenia Europeana Network Association. Wspólnota Komunikatorów będzie nadal badać, w jaki sposób instytucje dziedzictwa kulturowego mogą przejść od intencji do praktyki, budując bardziej etyczne, partycypacyjne i reprezentatywne podejście do pracy dekolonialnej.